Landing Festival 2018 – relacja

W dniach 14-15 marca 2018 odbył się Landing Festival, na który zostaliśmy zaproszeni jako partner medialny. Wybraliśmy się tam z wielką chęcią, bo bardzo lubimy Berlin i chętnie poznajemy tamtejszą scenę IT. A dzisiaj dzielimy się z Wami naszymi wrażeniami z tego wydarzenia.

Słowem wstępu

Jeśli chodzi o udział w konferencjach to była to nasza pierwsza wizyta w stolicy Niemiec, dlatego czuliśmy mały dreszczyk emocji. Szybki przelot z Krakowa na Schoenefeld, pół godziny pociągiem do centrum, chwila odpoczynku i można było zaczynać.

Pierwsze zaskoczenie to godziny trwania Landing Festivalu. Pierwszego dnia (środa) rozpoczęcie miało miejsce o 16:00, natomiast drugiego start przewidziano o godzinę później. Wyraźnie wykonano tu ukłon w stronę pracującej części berlińczyków. Bo i sam festiwal miał formę rozbudowanych targów pracy, ale o tym za chwilę.

Impreza miała miejsce w siedzibie Deutsche Telekom w biznesowym centrum Berlina. Punktualnie o godzinie startu pojawiliśmy się na wejściu, gdzie jeszcze nie było tłumów. Po krótkiej wizycie w punkcie rejestracji otrzymaliśmy identyfikator, oddaliśmy ubranie do szatni i udaliśmy się do strefy wystawców. Na dużej sali rozstawiły swoje stanowiska różne firmy, zarówno te, które były nam znane, jak Soundcloud, i te nieznane, jak Thoughtworks (a przynajmniej do czasu ich prezentacji). Tam też mieścił się bufet, w którym mogliśmy zaopatrzyć się w jadło i napitki. Potwierdzamy, że Niemcy wiedzą jak warzyć dobre piwo 😉

Otwarcie

Po krótkim spacerze wokół “expo area” udaliśmy się pod główną scenę, na której za chwilę miało odbyć się otwarcie. Z niewielkim poślizgiem z uwagi na dużą liczbę przybyłych uczestników czekających na rejestrację, Pedro Oliveira (jeden z założycieli portalu Landing.jobs) przywitał nas i zaprezentował pokrótce ideę jaka przyświecała mu gdy zdecydował się zorganizować Landing Festival. Motywacja była jasna – chciał stworzyć miejsce gdzie mogą się spotkać ludzie z branży IT i ich potencjalni nowi pracodawcy.

Pierwszy dzień

Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się pozostać przy głównej scenie. Pierwszą prezentację dnia wygłosił Harold Jarche, który w dość interesujący sposób przedstawił swoje spojrzenie na budowanie sieci społecznościowych, szczególnie tych profesjonalnych. Jego zdaniem istnieją trzy typy grup, w których możemy uczestniczyć:

  1. Małe, ustrukturyzowane, hierarchiczne zespoły zorientowane na cel (np. w firmie)
  2. Luźne, duże grupy społeczne bez wyraźnego celu, w których jednak może wydarzyć się coś “ciekawego” (np. przyjaciele)
  3. Nieprzypadkowe grupy, w których uczestnicy wzajemnie coś trenują lub rozwijają się.

Ta ostatnia grupa została określona mianem “Community of practice” i zdaniem Harolda są to grupy najbardziej wartościowe pod kątem rozwoju osobistego. Ideę tę rozwinął nieco bardziej na sesji eksperckiej następnego dnia, w której też mieliśmy przyjemność uczestniczyć. Gorąco polecamy wpis na jego blogu.

W kolejnym bloku Dave Farley oraz Kief Morris zaprezentowali prelekcje kolejno na temat Continuous Delivery (CD) oraz dostarczania infrastruktury jako kodu. Pojęcie CD jest w środowisku IT dość dobrze znane, jednak Dave pokazał jak dzięki temu systemowi można realizować zwinne dostarczanie oprogramowania w bardzo szybkich cyklach (np. na wypadek potrzeby poprawki krytycznego defektu). Prezentacja Kiefa była bardzo techniczna, z uwagi na opis konkretnej metodyki stosowanej przez zespoły DevOps w celu jak najwygodniejszego zestawiania i testowania środowisk z użyciem narzędzi dedykowanych do chmurowych serwisów AWS, Google Cloud, czy framework’a Puppet. Dla osób pracujących z takimi rozwiązaniami na co dzień było to bardzo dobre usystematyzowanie wiedzy.

Następny blok był zorientowany na tematykę big data oraz uczenie maszynowe. W pierwszej kolejności Martin Biermann próbował odpowiedzieć na pytanie czy sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe to tylko trend w informatyce czy może nasza realna przyszłość. W gładki sposób przeprowadził nas od teorii ewolucji i tego w jaki sposób ludzkość nabierała świadomości oraz poznała metodę naukową do obecnego stanu rozwoju systemów uczących się. Konkluzją Martina było stwierdzenie, że inteligentna automatyzacja, zmiana rynku pracy i naszego życia to nieunikniony postęp. Choć nie taki straszny jak go czasem malują. Zastosowaniem metod big data oraz uczenia maszynowego w praktyce zajmuje się w mytaxi Philipp Kähler, który przybliżył nam implementację systemów do analizy danych w swojej firmie (takich jak kolejki Apache Kafka czy narzędzie SciKit dla Pythona). Opierając się na dwóch przykładach (wyliczenie szacowanego kosztu przejazdu w różnych miastach oraz prognozowanie popytu na taksówki w zależności od lokalizacji i czasu) wyjaśnił zastosowanie metod statystycznych i deep learningowych, nad którymi pracował.

W ostatniej prezentacji tego dnia Monica Lent, programistka front-end z SumUp, pokazała jak można zapanować nad chaosem w UI, który powstaje gdy nad jednym systemem i jego wersjami pracuje wiele zespołów w różnych technologiach. Dokonano tego przez wydzielenie poszczególnych komponentów do osobnej, globalnej biblioteki, której używa każdy z zespołów. Dzięki temu o wiele łatwiej ponownie wykorzystać istniejące rozwiązanie, zamiast wymyślać koło na nowo.

Drugi dzień

Drugi dzień to kolejna sesja, tym razem w mniejszym gronie, z Haroldem Jarche. Było to rozwinięcie idei zaprezentowanej poprzedniego dnia.

Być może najważniejszym punktem festiwalu było dla nas wystąpienie, którego gospodarzem był Nuno Simaria, CTO firmy HelloFresh. Porównał ze sobą dwa punkty widzenia obecne w każdym start-upie – biznesowe oraz techniczne. Wymienił problemy i nieporozumienia, które każdy startupowicz zna z życia codziennego, czyli biznes oczekujący “cudów”, inżynierowie nie czujący wpływu na swój produkt, presja czasu kontra chęć dostarczenia dobrej jakości kodu. Zasugerował, że pierwszym i najważniejszym aspektem, który każdy z “technicznych” pracowników startupu powinien mieć na względzie jest dbałość o najważniejsze (biznesowo) wskaźniki produktu. Przywołał znane pojęcie długu technologicznego, jako długofalowego kosztu zrobienia czegoś “na teraz” zamiast zgodnie z dobrymi praktykami. Dosyć zaskakującym stwierdzeniem, z którym po przemyśleniu całkowicie się zgadzamy, było: “W start-upie nie ma żadnej długofalowości. Jeśli nie odniesiesz sukcesu, to za rok może Cię nie być”. Innym ze stwierdzeń, które dobrze obrazują horyzont jaki powinien nam przyświecać w takich warunkach jest “Bez Ciebie Twoja firma może odnieść sukces. Z Tobą może to robić dziesięć razy lepiej”.

Drugi dzień to także trochę więcej integracji z wystawcami, parę rozmów “w kuluarach”, ale też nieco więcej rozrywkowych elementów, takich jak występ komika, pokaz iluzjonistyczny czy wieńcząca festiwal impreza, która zakończyła na łodzi w berlińskich dokach.

Słowem zakończenia

Landing Festival to ciekawy sposób na targi pracy, mieszanka konferencji oraz swobodnej atmosfery, w której można poznać małe i duże berlińskie firmy, złapać oddech i porozmawiać przy kuflu dobrego piwa. Towarzyszył jej duży luz i przyzwoita jakość merytoryczna prezentacji, a niektóre, jak czytaliście powyżej, okazały się nawet inspirujące. Zabraliśmy kilka myśli do domu, szczególnie te które przedstawili Harold Jarche i Nuno Simaria. Podsumowując, warto się wybrać na Landing Festival.