Za co maszyny lubią autorów

Po tłumaczach przyszedł czas na maszyny.

Dzisiaj mamy dla Was mały dodatek do serii artykułów „Za co tłumacze lubią autorów”, które przez ostatnie miesiące publikowaliśmy na naszych łamach. Jest to krótkie podsumowanie a zarazem przedłużenie wątków, które zostały w nich poruszone. Zapraszamy do lektury.

Kilka słów o autorce

Marta Bartnicka jest kierowniczką działu tłumaczeń dla Europy Środkowej w IBM. Z działem tym związana jest od 20 lat, zajmując się między innymi tłumaczeniem, weryfikacją, testowaniem lokalizacji, prowadzeniem projektów lokalizacyjnych dla jednego i wielu języków, terminologią, a od kilku lat także wdrażaniem tłumaczeń maszynowych oraz modelu Continuous Delivery. Obecnie koordynuje lokalizację oprogramowania, dokumentacji i stron WWW na kilkanaście języków środkowoeuropejskich (w tym polski). W pracy zebrała – i nieustająco zbiera nadal – doświadczenie w poruszaniu się na styku kultur, na pograniczu polityki korporacyjnej i lokalnych norm oraz zwyczajów. Z wykształcenia mgr inż. informatyki (Systemy Informacji Naukowo-Technicznej, Politechnika Wrocławska). Hobby w kolejności alfabetycznej: biegówki, dzieci, ogrodnictwo, Tatry.

Jeśli chcecie skontaktować się z Martą, możecie wysłać jej maila na martab@kofeina.net.

Za co maszyny lubią autorów

Czwarta część trylogii dla autorów dokumentacji, pomocy i interfejsów 😉.

Podsumowując krótki trzyczęściowy przekaz od tłumaczy do autorów technicznych, chciałabym jeszcze zarekomendować książkę „Programiści i tłumacze” wydaną przez Helion w ubiegłym roku, której mam przyjemność być współautorką.

Wątki, które ledwo poruszyłam w poprzednich trzech wpisach – spójność, zmienne, internacjonalizacja – w „Programistach i tłumaczach” opracowane są znacznie dokładniej i opatrzone przykładami, najczęściej z praktyki, czy to współautora (a jest nim dr Agenor Hofmann-Delbor, fachowiec o ogromnym doświadczeniu w lokalizacji, tłumaczeniach i CAT-ach), czy mojej, czy też znajomych tłumaczy i testerów, między innymi zgromadzonych w facebookowej grupie TŁUMACZENIA.

Przez rok książka się nie postarzała, że przytoczę choćby proroctwo Agenora ze str. 199: „będziemy mieć bazę na Marsie, a pliki [do tłumaczenia] nadal będą latać w Excelu”. Jeśli coś w branży lokalizacyjnej zmieniło się istotnie od wydania „Programistów i tłumaczy”, to jakość ogólnodostępnego tłumaczenia maszynowego. Dlatego na koniec rozważań o „pisaniu pod tłumaczenie” wspomnę jeszcze, że tworząc treści – czy to po polsku, po angielsku czy niemiecku – trzeba poważnie liczyć się z tym, że mogą być tłumaczone maszynowo, i to na języki, o których nie mamy pojęcia. Technologia MT to bodaj najszybciej rozwijająca się gałąź rynku lokalizacji i tłumaczeń, a fachowcy z tej branży mówią: nie podoba ci się MT? – przyjdź za rok. I mają rację: przez rok potrafi się tu naprawdę dużo zmienić, a z całą pewnością zmieniło się wiele w ostatnim roku.

Pisanie z myślą o MT

WTEM! mamy neural MT

Przez ostatni rok systemy tłumaczenia maszynowego oparte na sieciach neuronowych wyszły z laboratoriów i triumfalnie wkroczyły na rynek. W praktyce oznacza to, że niepostrzeżenie skończyła się epoka, w której MT działało jako-tako w parach angielski-hiszpański i angielski-chiński, a wszystko inne – np. tłumaczenia Google na polski – nadawało się głównie do śmiechu. Jesienią 2017 w Europie wystartował nowy dostawca MT, DeepL, który oprócz bardzo dobrego tłumaczenia maszynowego zaoferował też europejskie warunki przetwarzania i przechowywania danych – w przeciwieństwie do dawnego Googlowego „tak, zbieramy wszystko”. Równocześnie Google Translate poprawiło i zasady prywatności, i jakość tłumaczenia; o ile ochrona danych może być odpryskiem GDPR i nacisków z Europy, o tyle za skokiem jakościowym w samym tłumaczeniu z całą pewnością stoi (wisi?) sieć neuronowa. Podobnie dzieje się z MT Facebooka, Microsoftu i wielu innych graczy na rynku maszynowym. Pełną migrację na neural MT zakończył też właśnie system eTranslation – MT finansowane przez Unię Europejską na potrzeby sektora publicznego.

Maszyna nie pyta

O tym, jak wydarzenia ostatniego roku przełożyły się na praktykę branży lokalizacyjnej, oraz o tym, jak autorzy mogą „pisać pod MT”, opowiadaliśmy niedawno z Wojciechem Froelichem (Argos Multilingual) na soap! 2018 w Krakowie.

Gdybym miała streścić 40 minut naszego wystąpienia w trzech zdaniach, to brzmiałyby one:

MT nie zgadnie, co autor miał na myśli.

MT nie domyśli się z kontekstu.

MT o nic nie zapyta.

Więcej szczegółów, w tym oczywiście zalecenia praktyczne dla autorów, można zobaczyć na nagraniu z naszego wystąpienia.

Dziękuję za uwagę Czytelnikom, którzy dotarli do tego momentu. Chętnie odpowiem na wszelkie pytania mailem (martab@kofeina.net) albo też na żywo – w najbliższym czasie w Pradze w czasie Write the Docs albo w Warszawie na Konferencji Tłumaczy, albo też jesienią w moim rodzinnym Wrocławiu na którymś spotkaniu z serii MeetContent.