Langłydż – specjal edyszyn

Tego redakcja techwriter.pl się nie spodziewała. Jeden z naszych stałych czytelników, zainspirowany działem Langłydż, wziął na warsztat klasyczną bajkę i przerobił ją w duchu korporacyjnej nowomowy. Najpierw wydało nam się to mocno absurdalne i totalnie pojechane, ale jak przypomnieliśmy sobie niektóre rozmowy w pracy albo prezentacje, które mieliśmy okazję zobaczyć – odbiliśmy się od drugiego dna tego tekstu. Siedzimy teraz i smarujemy siniaki cebulą (podobno to pomaga). Wam zaś przedstawiamy Czerwonego Korpokapturka.

Dawno, dawno temu, jeszcze w poprzednim fiskaljerze, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, gdzieś hen w hedquatersach, w dziale na ósmym piętrze, pracowała sobie pewna dziewczyna. Od czasów takiej jednej imprezy integracyjnej wszyscy wołali ją Czerwony Kapturek z powodów, o których nikt do tej pory nie chce głośno mówić. Mniejsza z tym…

Czerwony Kapturek znała trzy języki, miała dwa fakultety i skończyła studia podyplomowe, ale zaślepiona młodzieńczym idealizmem nie wstrzeliła się w zapotrzebowanie – żaden z tych fakultetów nie był rynkowo przydatny, więc odnalazła swoją życiową pasję w pracy w autsorsingu procesów biznesowych. Całymi dniami robiła kejsy i ścigała swój target, dzielnie odkładając pieniążki na kolejną ratę kredytu we frankach.

Pewnego dnia jej timliderka wezwała ją do siebie i powiedziała jej tak:
– Masz tu skoroszyt z naszymi statsami. Idź zanieś go do działu kontrolingu bo skrzynka imejlowa im się chyba zapchała a dzisiaj muszą sprawdzić nasze eseleje i puścić pejmenty – zmierzyła Czerwonego Kapturka wzrokiem zimnym jak kawa głównej księgowej w dniu zamykania miesiąca. Po czym dodała szeptem. – Tylko pamiętaj, idź prosto do działu, nie zatrzymuj się nigdzie na kawkę ani ploteczki. I uważaj na pana Wilka, on ma u siebie w zespole spory atriszon rejt i bliski dedlajn. No a że ma chody w zarządzie to zrobił łapankę i transferują do jego działu kogo mogą. A tam trzeba pracować! Strzeż się, strzeż!

Pomna przestróg Czerwony Kapturek odbiła się badżem na bramkach i ruszyła w stronę sąsiedniego biurowca, gdzie w kącie wielkiego ołpenspejsa na czwartym piętrze okopał się dział kontrolingu. Wsiadając do windy pomyślała jeszcze o tym, że wieczorem będzie sobie musiała zaktualizować profil na linkdinie dopisując w rubryce “doświadczenie” pozycję “Business Process Controlling Coordinator”.

Czwarte piętro przywitało ją chłodem rozregulowanej klimatyzacji i ciszą. Pustawe jakieś było.
– Pewno ludzie na hołmłorkingu – mruknęła Czerwony Kapturek z zazdrością. Jej menadżer wpisał im do ich rocznych biznesgoli, że muszą przychodzić do biura i pracować na własne wizibility, bo jak zespół jest kolokowany to synergia jest pełniejsza. Czyli z hołmłorkingu nici. On sam właśnie wykańczał swój dom, ale bohatersko korzystał z pracy zdalnej tylko w absolutnie wyjątkowych sytuacjach, więc przynajmniej raz w tygodniu jednak się w biurze pojawiał.

Wiedziona instynktem doświadczonej pracownicy biurowej nasza bohaterka udała się w stronę kuchni. Rychło okazało się, że piętro było puste z innego powodu niż telekomjuting. Otóż jedna z sekondlajnów właśnie postanowiła realizować swoje cele biznesowe poza firmą i wszyscy poszli ją pożegnać i nażreć się ciastek bo rozwiązała za porozumieniem. Kuchnia była pełna i nikt nie był zainteresowany dokumentami, które Czerwony Kapturek niosła pod pachą. W końcu udało jej się wyłuskać z tłumu jedną z dziewczyn z kontrollingu i wytłumaczyć jej z czym przychodzi.
– Idź do Beatki, jest w konfrumie “Mickiewicz”. Mamy kontrolę skarbową więc ktoś z nimi musi siedzieć. Ona przyjmie papiery.

Tak więc poszedł Czerwony Kapturek szukać “Mickiewicza”. Kiedyś, dawno temu pokoje na piętrze były po prostu ponumerowane i wiadomo było,że jak minęło się „trójkę”, to potem będzie „czwórka” i „piątka”. Ale potem niestety sajtmenadżer wpisała sobie do biznesgoli, że stworzy przyjemniejsze miejsce pracy ludziom, więc żeby było bardziej swojsko i do tego patriotrycznie – usunęli numery i zastąpili je znanymi polskimi pisarzami. Nikt nie mógł zapamiętać, czy Mickiewicz jest przed Sienkiewiczem czy po. Stojąc pod Prusem ciężko było sobie przypomnieć, czy do Orzeszkowej to w prawo czy w lewo. Trudno właściwie stwierdzić, czy sajtmenadżer osiągnęła swój cel, natomiast wiemy jedno. Gdyby ktoś niezorientowany trafił do biura, z pewnością uznałby, że jest w krainie bibliofilów-patriotów. Co chwila ktoś głośno pytał “Gdzie ten je…ny Słowacki”, albo “Kur..a, którędy do Norwida”. Słowem, świadomość literacka w narodzie na pewno się podniosła.

W końcu Czerwony Kapturek stanęła przed “Mickiewiczem” Wewnątrz Beatka dwoiła się i troiła, aby udowodnić kontrolerom ze skarbówki, że wszystko jest zgodne z prawem i nikt nie wyprowadza funduszy. Beatka zobaczyła Kapturka i wyszła zapytać o co chodzi. Wysłuchawszy wyjaśnień, kazała dziewczynie przyjść za dziesięć minut do swojego pokoju.

Kiedy Kapturek weszła do pokoju, w którym urzędowała Beatka, zobaczyła pewną postać, rozpartą w fotelu.
– Beata? – zapytała niepewnie.
– Taak – odpowiedział gruby głos.
– To na pewno ty?
– Taak.
– A dlaczego masz taki gruby głos?
– Żeby nim rozmawiać z kontrolerami.
– A dlaczego masz taki drogi garnitur?
– Żeby epatować bogactwem…
– A dlaczego masz takie złote pióro?
– Żebyś mi nim podpisała tutaj dokument, że odebrałem twoje papiery.

Czewony Kapturek posłusznie podpisała podsunięty papierek a wtedy postać zerwała się z fotela i tryumfalnie krzyknęła “Mam Cię, od teraz pracujesz w zespole Wilka! Właśnie podpisałaś prośbę o przeniesienie”.

Przestraszyła się Czerwony Kapturek i jęła błagać o wycofanie tego transferu. Zupełnie nie po jej myśli był ten poziomy awans. Ale Wilk był nieugięty! Zaczął wymieniać listę nowych obowiązków i Kapturek poczuł, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Tyle overtajmu!

Sytuację uratował kontroler ze skarbówki. Wpadł do pokoju i rozpruł Wilkowi brzuch w poszukiwaniu zatajonych dochodów.

Kapturek odetchnęła z ulgą.

Morał z tej historii jest następujący: czytaj co podpisujesz a podpisuj jak zrozumiesz. A jak nie rozumiesz, to techwriter.pl Ci wytłumaczy – w końcu to spece od langłydża.