E-learning – przykład z życia

Zbyt rzadko wspominamy o szkoleniach, będących ważną odmianą komunikacji technicznej. Dziś naprawiamy ten błąd.

W kryzysowych czasach wszystkie szkoły, uczelnie i firmy szkoleniowe płynnie, często w ciągu jednego dnia, przeszły ze szkoleń stacjonarnych na szkolenia on-line, z dumą oferując swoim słuchaczom i klientom usługi w formie „e-learningu”. Kto ma dzieci albo nauczycieli w rodzinie zrozumie skąd wziął się cudzysłów w poprzednim zdaniu.

Sami zastanawialiśmy się nad tym krokiem. Po dłuższym zastanowieniu doszliśmy jednak do wniosku, że przejście na prawdziwy e-learning wymaga jednak odrobiny przygotowań:

  • Trzeba przeprojektować szkolenie.
  • Trzeba nauczyć trenerów jak prowadzić szkolenia on-line.
  • Trzeba nauczyć słuchaczy specyfiki szkoleń on-line.
  • Trzeba przygotować sobie (i przetestować) odpowiednie narzędzia.
  • Trzeba przygotować sobie (i słuchaczom) odpowiednie warunki do prowadzenia zajęć (nauki).

Po namyśle doszliśmy do wniosku, że dla większości prowadzonych przez nas do tej pory szkoleń nie da się tego porządnie zrobić ot tak, w tydzień. Pracujemy nad wersjami szkoleń on-line tak jak robiliśmy to do tej pory. Porządnie, dokładnie, w swoim tempie. Jak zwykle okazało się, że idziemy pod prąd. Niektórzy stwierdzą na pewno, że jesteśmy zapóźnieni. Trudno. Wszystkim instytucjom i firmom będącym w awangardzie tej rewolucji w nauczaniu możemy tylko z sympatią poradzić: uważajcie na siebie. I posłużyć przykładem. TO NIE JEST E-LEARNING:

Czujesz się humanistą i matma Ci nie leży? Proszę bardzo – lekcja plastyki! Uwaga, to też nie jest e-learning 🙂

Zdrówka!