Poznajcie Stacey

Kim jest Stacey? To lekki system zarządzania treścią lub jak kto woli CMS. W kręgach branżowych pozostaje w cieniu swoich sławnych kolegów, takich jak WordPress czy Drupal. Mało kto ją zauważa. Czy słusznie?

Stacey nie jest znana prawdopodobnie dlatego, że jest prosta, niektórzy powiedzieliby, że wręcz prymitywna. W jej wnętrzu nie kryje się żadna baza danych ani kolorowy interfejs użytkownika. Całe jej funkcjonowanie opiera się na folderach i plikach. Ale czy to źle? Zależy od potrzeb. Dla mnie właśnie to była zaleta.

Stacey poznałem niedawno. Potrzebowałem kogoś kto wykona dla mnie pewne zadanie. Chodziło o stronę, która wyświetlałaby paczki dokumentacji – ich nazwy, linki do przeglądania i ściągania oraz informacje o tym co się w nich znajduje. Dostarczaniem treści dla strony oraz paczek miał się zająć mój dobry kolega Jenkins, z którym współpracuję od jakiegoś czasu.

Najpierw trafiłem na Stacey 2.3.0. Niełatwo było ją znaleźć. Ktoś kiedyś o niej wspomniał przy okazji innych lekkich CMSów. Wzbudziła moją ciekawość. Udało mi się ustalić, że mieszka na www.staceyapp.com . Zaczęliśmy się bliżej poznawać. Wszystko szło w dobrym kierunku. Zrozumiałem jak działa, poznałem jej potrzeby. Każdą stronę przechowywała w folderze, który posiadał plik tekstowy z odpowiednio ustrukturyzowaną treścią. Dla świata zewnętrznego ta treść ujawniała się za pomocą szablonów, które nie były zbyt urodziwe. Ale przecież liczy się wnętrze, prawda?

Po niedługim czasie okazało, że Stacey ma młodszą siostrę, która ma na imię 3.0. Bardzo szybko okazało się, że pomimo młodszego wieku jest jednak bardziej dojrzała. Bez problemu udało nam się znaleźć wspólny język. Zachowałem się jak świnia i porzuciłem Stacey 2.3.0. Jednak nie żałuję tej decyzji. Co prawda Stacey 3.0 jest równie nieurodziwa jak jej starsza siostra, ale ma bogatsze wnętrze.

Wszystko pięknie, ale jak w ogóle rozpocząć znajomość z tą tajemniczą istotą? Po pierwsze, trzeba złożyć jej wizytę na https://github.com/kolber/stacey Po drugie, trzeba ją pobrać i umieścić na swoim serwerze WWW. Może brzmi brutalnie, ale tak to działa. Żadnego czarowania w postaci instalatora, po prostu kopiujemy ją jaka jest.

Pierwsze koty za płoty, więc możemy przejść do bliższego zapoznania. Zacznijmy od katalogu content. Tam Stacey przechowuje swoje wszystkie strony, zarówno te dobre jak i te złe. Każda strona to katalog, którego nazwa musi zaczynać się od jakiejś cyfry. Na tej podstawie Stacey decyduje w jakiej kolejności pokazuje swoje strony. Po cyfrze powinna znaleźć się kropka, a następnie już właściwa nazwa strony. Każdy katalog strony musi zawierać plik o rozszerzeniu YML. W tym pliku znajduje się treść strony, zapisana w języku YAML. Nazwa pliku musi zawierać nazwę szablonu, za pomocą którego zostanie wygenerowana strona. Co poradzić, takie ma fanaberie.
Swoje wdzięki i uroki w postaci szablonów, Stacey ukrywa w katalogu templates. Szablony korzystają z silnika Twig. Jak już wspomniałem, Stacey nie została obdarzona zbytnią urodą, dlatego też owe szablony pozostawiają wiele do życzenia. Cóż, taki jej urok (lub jego brak).

Szkoda mi było bidulki. Zacząłem się martwić, że zostanie sama jak palec z powodu swoich nikłych walorów estetycznych. Jednak na horyzoncie pojawił się pewien osobnik gotowy ją wziąć pod swoje opiekuńcze skrzydła. Na imię mu Bootstrap. Przedstawił się jako platforma do budowy stron. Na początku byłem sceptyczny. Taki elegancik, ładny, zwiewny i powabny. Mówił, że łatwo się z nim dogadać, że też jest prosty, więc łatwo znajdą wspólny język. Dałem mu szansę i poznałem go ze Stacey. Od razu przypadli sobie do gustu, dlatego bardzo szybko pozbyła się starych szablonów. Bootstrap wniósł w jej życie piękne style CSS okraszone odrobiną JavaScriptu. Jednak nie przytłoczył jej nadmiarem piękna, do którego nie była przyzwyczajona. Poznałem ich z Jenkinsem. Wygląda na to, że znajomość będzie się rozwijać, chociaż muszą się jeszcze „dotrzeć”.

Stacey i Bootstrap są chętni do pracy. Nie mają dużych wymagań, więc jeśli macie wolny kąt na serwerze WWW, to możecie ich tam zaprosić. Kto wie, może zostaną na dłużej 🙂